Recenzja

Wstęp

Pewnie tak samo jak większość z was, o Rule of Rose dowiedziałem się przy okazji afery wywołanej wokół tejże gry. Zarzucano jej wiele zaczynając od epatowania brutalnością, erotyką czy nawet seksem, a kończąc na pedofilii. Szkoda tylko, że wszystko to okazało się jedną wielką nagonką, a pośród całego tego wrzasku nie często można było znaleźć słowa pochwały. Pochwały dla japońskich cudotwórców, którzy po raz kolejny udowadniają, że na horrorach psychologicznych znają się jak nikt inny na świecie, o czym boleśnie przekonał się mój biedny, zgwałcony umysł.

Ponad sześciominutowe (swoją drogą pięknie wykonane) intro , oraz filmik który bezpośrednio wprowadza nas do gry można potraktować jako swoiste ostrzeżenie. Już na samym początku na usta ciśnie się wiele pytań i jeśli myślisz że gra ułatwi Ci znalezienie na nie odpowiedzi to mam dla Ciebie dobrą wiadomość, trafiłeś na wręcz podręcznikowy przykład tego, jak powinien wyglądać horror psychologiczny z prawdziwego zdarzenia. W swoim twierdzeniu zaryzykuję stwierdzenie, które dla niektórych może ocierać się o bluźnierstwo, pod względem fabuły Rule of Rose ociera się o geniusz drugiego Silent Hill'a. Ba, nawet sama historia opowiadana w grze jak i sposób jej przedstawiania od razu przywołuje nam skojarzenia z wyżej wymienionym tytułem. Jednak zacznę od samego początku..

Fabuła

Jennifer to 18 letnia dziewczyna, która podczas nocnej jazdy autobusem zostaje zaczepiona przez małego chłopca. Ten wręcza jej zeszyt z bliżej nieokreśloną bajką i zachęca młodą bohaterkę do zapoznania się z jej treścią. Wkrótce bus zatrzymuje się na jakimś niezbyt często odwiedzanym przystanku, chłopiec wybiega, a Jennifer najprawdopodobniej w trosce o niego, wybiega za nim. Niestety pojazd odjeżdża, a dziewczyna zostaje sama w niezbyt przyjaźnie wyglądającym miejscu. Jedyna droga prowadzi do starego sierocińca. Pierwszy rzut oka na mieszkające tam dzieci od razu daje nam do zrozumienia, że nie jest to zwykła placówka, a wychowankowie zdają się nie mieć nad sobą żadnej kontroli ze strony dorosłych.

Jak widać pomysł ten jest dosyć oryginalny i z początku ciężko jest nam przewidzieć o czym tak naprawdę jest ta gra. Dla osób, które zastanawiają się czy dać jej szanse, a które spodziewają się wartkiej akcji, prostej i dającej frajdę rozgrywki oraz łatwej i zjadliwej historii będzie to totalne rozczarowanie. Tak jak już wcześniej wspomniałem, mamy tutaj bowiem do czynienia z horrorem psychologicznym gdzie jednak główny nacisk nastawiony jest na ten drugi element. Psychika głównej bohaterki jest tutaj osią całej fabuły, fabuły która tworzona jest w sposób dosyć niezwykły, jest ona bowiem opowiadana niczym bajka. Mamy więc narratora, który co rusz w poetycki sposób komentuje wydarzenia w grze oraz w każdym akcie (a jest ich tutaj jedenaście) w naszym ekwipunku pojawia się pewna historyjka, która teoretycznie wydaje się zwykłą bajeczką (często dosyć okrutną), a która okazuje się być wskazówką naprowadzającą nas na właściwy trop i pomagającą w zrozumieniu fabuły. Zaręczam, że zrozumienie jej nie jest czymś łatwym, a to głównie przez to iż każdy akt (tu trzeba zaznaczyć, że akty odpowiadają miesiącom) nie rozgrywa się w sposób chronologiczny, oprócz tego jest tutaj dosyć spora ilość różnorakich notatek, listów, wpisów w notatniku etc. których skojarzenie ze sobą jest kluczem do odkrycia smutnej prawdy będącej sednem fabuły. Nie zawsze jest to łatwe zwłaszcza wtedy, kiedy tak jak już wspomniałem, nic nie jest tutaj po kolei.

Należy wziąć też pod uwagę fakt, że Jennifer pojawia się raz w takiej lokacji (np. w sierocińcu), a za chwilę na statku powietrznym co skutecznie potrafi zdezorientować gracza. Takie zabiegi nadają grze onirycznego czy wręcz Lynchowskiego klimatu, a dziwne zachowania dzieci i często ciężkie do zrozumienia sytuacje potrafią zmusić do zatrzymania gry i długiego rozmyślania nad sensem całej tej historii. Gra okraszona jest również świetnymi wstawkami filmowymi, które spokojnie można określić mianem świetnie wykonanej, rzemieślniczej roboty i to zarówno pod względem technicznym jak i biorąc pod uwagę treści w nich zawarte. Są one przeważnie bardzo niepokojące, czasami wręcz odrzucające, najczęściej wywołują one negatywne emocje i dają do myślenia, ale przede wszystkim pozostawiają gracza w stanie głębokiego zaniepokojenia oraz nasuwają coraz to więcej pytań. Proszę wybaczyć tak powierzchowne opisanie tej części gry, ale naprawdę chciałbym pozostawić wam tą przyjemność z głębszym zapoznaniem się z tą historią, a uwierzcie mi, że warto.

Gameplay

Niestety coś za coś, świetna fabuła i mindfuckowa atmosfera, którą zaserwowali nam twórcy pozostawiła daleko w tyle sam gameplay. Przyjemności z rozgrywki (nie licząc delektowania się odkrywaniem sensu samej historii, którą raczy nas gra) jest tutaj praktycznie zerowa. Wyjątkowo daje nam w kość backtracking. Przyznam, że jeszcze w żadnej innej grze nie odczuwałem go tak mocno. Do dyspozycji mamy tutaj dosłownie 3 lokacje, z czego większość czasu spędzimy na statku powietrznym. Co prawda w każdym akcie do dyspozycji będziemy mieli coraz to większy obszar, ale chcąc nie chcąc będziemy biegali po tych samych korytarzach dziesiątki razy. Miejsca, które odwiedzimy nie można określić mianem strasznych czy też nawet klimatycznych, szczerze mówiąc to po dłuższym czasie zaczynają one irytować i nudzić, na szczęście to nie one stanowią o tak wysokim poziomie tego tytułu. Bieganie w tą i z powrotem, tak w sumie mógłbym opisać rozgrywkę w Rule of Rose, a wygląda to przeważnie tak, że na początku gry znajdujemy przedmiot, który następnie "dajemy" psu, a ten wywąchuje naszą dalszą drogę. Następnie znajdujemy kolejny przedmiot i cały proces się powtarza. Podobnie jak w Haunting Ground, Brown (pies, o którym mowa) jest wręcz nieocenionym towarzyszem zarówno w walce jak i w popychaniu fabuły naprzód. Dzięki niemu nie musimy nawet sięgać do solucji ;) Tak czy inaczej nie traktujcie go wyłącznie jako część mechanizmu gry czy też zwykłego sierścia, którego jedynym zadaniem jest plątanie się nam pod nogami bowiem ma on tutaj wręcz olbrzymie znaczenie w całej tej chorej i pokręconej niczym filmy niejakiego D.L fabule.

Opisując walki nie sposób nie nawiązać tutaj do Silent Hill'a, w którym system walki uchodzi za drewniany, otóż każdemu kto tak twierdzi "polecam" wytestowane tegoż elementu w RoR. Zaręczam, że po bliższym zapoznaniu się z systemem potyczek w tej grze, wyplujecie te słowa i uderzycie się w pierś. Mimo faktu, że walka w tej grze jest prosta czy wręcz prymitywna, to na swój dziwny sposób nawet przyjemna. Na całą jej prostotę składa się wręcz żałośnie niskie IQ przeciwnika (które jednak można wytłumaczyć tym, że mamy do czynienia z potworami, a nie żywym człowiekiem) przez co z dziecinną łatwością możemy eliminować całe tabuny przeciwników i wyjść z tego bez najmniejszego draśnięcia. Całe szczęście twórcy wrzucili do gry trudniejszych oponentów w postaci subbossów jak i oczywiście bossów. Ci ostatni zostali zrobieni w wręcz Silent Hillowy sposób, jeżeli wiecie co mam na myśli. Walka z nimi nie jest już tak prosta, ale to tylko z tego względu, że zadają dosyć duże obrażenia, mimo wszystko nie stanowią większego problemu, ale to zawsze jakaś odskocznia od mięsa, które można niszczyć bez najmniejszych obaw o stan życia bohaterki. Jednakże jeżeli dla Ciebie tak jak i dla mnie, walka nie jest na tyle ważnym elementem to śmiało możesz dodać punkt do mojej oceny, którą wystawię na sam koniec.

Muzyka

Jest i tyle. Co z tego, że idealnie pasuje do gry skoro powtarza się praktycznie non stop! Nie chcę skłamać, ale pamiętam zaledwie 3 może 4 kawałki i nie chodzi tutaj o to, że reszta nie wpadła mi w ucho. Nie, prawdopodobnie tyle było ich w całej grze. Po pewnym czasie robiła się na tyle irytująca, że zacząłem grać z dźwiękiem prawie wyciszonym do zera. Zresztą nie straciłem wiele bo dialogi wypowiadane w grze ograniczały się do samych napisów (nie licząc filmików) przez co czasami odnosiłem wrażenie, że oglądam film niemy. Muzyka to po prostu najsłabszy element RoR, zaraz po gameplay'u.

Podsumowanie

Rule of Rose zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Wywołuje emocje (chociaż czasami było to znużenie), zmusza do myślenia i wprawia gracza w taki nieprzyjemny, ciężki do opisania stan. Jest to gra opowiadająca o przyjaźni, miłości, niewinności, ale również o zazdrości, gniewie czy bezsilności - zapada w pamięci i daje do myślenia. Z całą odpowiedzialnością polecam każdemu kto ceni sobie gry oferujące pokręconą i ambitną fabułę przedstawioną w niekonwencjonalny sposób. Ode mnie mocne 8+/10 w rankingu survival horrorów, w które do tej pory miałem przyjemność zagrać.